Moralitet o chylącym się systemie

"Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet"
"Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" www.czarnaowca.pl
Czytanie, a tym bardziej słuchanie kultowej książki kilka lat „po tym, gdy było to modne” zdejmuje ciężar wynikający z nieuchronnego porównywania opinii, zestawiania sądów, znajdowania miejsca w ideowej wspólnocie. Od nagłej i niespodziewanej śmierci Stiega Larssona minął lat tuzin, a od wydania pierwszej części trylogii „Millenium” w Polsce – osiem. Przez ten czas sporo się wydarzyło, zarówno jeśli chodzi o kapitalizm, jak i technologię informacyjną. Krytyczna wizja systemu przeżartego przez chciwość i hipokryzję przedstawiona w książce miała swoją odsłonę w postaci kryzysu na rynku kredytów hipotecznych i zachwiania się całego systemu bankowego. Natomiast postępy w hackerstwie i w zabezpieczeniach przeciw niemu są mniej spektakularne, jednak pozwalają sądzić, że dostęp do niewygodnych dla użytkowników informacji wciąż jest możliwy, choć konsekwencje ujawniania kompromitujących materiałów pozostają stosunkowo skromne. Zakrojona na szeroką skalę działalność WikiLeaks, a także mściwe postępowanie władz wobec demaskatorów w rodzaju Juliana Assange’a, Chelsea Manning czy Edwarda Snowdena sugerują, że Larssonowi udało się podjąć temat niezwykle istotny i o rosnącym znaczeniu. Cyfrowe szpiegowanie i ujawnianie niemoralnych działań pozwala na lepszy wgląd w to, co dzieje się w polityce i biznesie.

Społeczne i – w mniejszym stopniu – polityczne tło wydarzeń składających się na kryminalną intrygę „Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet” zostało po mistrzowsku zarysowane. Umieszczenie mizoginistycznych psychopatów w liberalnej i feministycznej Szwecji wydaje się zabiegiem przewrotnym, jednak nie ma się co dziwić – w końcu autorowi najbliższe są scenerie rodzinnego kraju. Podobnie kontrintuicyjne było, zważywszy na egalitaryzm i przejrzystość życia publicznego panujące w tym państwie, obsadzenie w roli czarnego charakteru mafijnego biznesmena korzystającego z możliwości stwarzanych przez kapitalizm. Jednak takich, zamierzonych lub nie, przejawów łamania stereotypów znajdujemy w powieści więcej.



Lisbeth Salander, jedną z głównych bohaterek, uznać można za postać-manifest. Pełna sprzeczności, nonkonformistyczna, skrajnie wręcz niezależna, zbuntowana, nieuprzejma i impulsywna, jednocześnie potrafi się samoograniczyć, zdyscyplinować i pracować nad jakimś zadaniem bez wytchnienia przez całe tygodnie. Nie ukończyła wprawdzie nawet podstawówki, a mimo to jej raporty wywiadowcze mają „naukową precyzję”. W osobach z najbliższego otoczenia, przynajmniej tych, którym udało ją się trochę poznać, budziła skrajne emocje. „Była jak kłopotliwy świąd, odpychająca, a jednocześnie ponętna”, napisał o niej jej literacki ojciec. Choć została dokładnie opisana i dokonała kilku spektakularnych wyczynów, dzięki czemu możemy ją sobie łatwo wyobrazić, wydaje się raczej mało realistyczna i prędzej ulokujemy ją w sferze symboli bliskich znanemu z feminizmu pisarza, niż w życiu.

Niezwykła plastyczność w charakteryzowaniu postaci stanowi niewątpliwą zaletę powieści Larssona. Nie tylko główny bohater, dziennikarz Mikael Blomkvist, lecz i kilka drugoplanowych postaci takich jak patriarcha biznesowej rodziny Henrik Vagner, jego adwokat i przyjaciel Dirch Frode czy właściciel agencji wywiadowczej Dragan Armanski, zostało bardzo sugestywnie przedstawionych. Ich udział w licznych dialogach dodatkowo zyskał dzięki znakomitemu różnicowaniu sposobu mówienia przez czytającego w audiobooku Krzysztofa Gosztyłę.

Wieloletnie doświadczenie autora w pracy dziennikarskiej niewątpliwie przydało się w opisie świata mediów: w przeważającej części łaknącego sensacji, zależnego od biznesu i reklam, wzajemnie skonfliktowanego, unikającego naprawdę trudnych tematów. „Millenium” na tym tle jawiło się jako wyspa względnej niezależności.

Krytycznie został także ukazany świat finansjery i giełdy, choć tutaj lewicujący autor zadbał o wyraźne rozróżnienie animatorów życia gospodarczego od spekulantów. „Giełda to coś zupełnie innego. Tam nie ma żadnej gospodarki, żadnej produkcji towarów i usług. Tam są tylko fantazje, tam z godziny na godzinę można podjąć decyzję o tym, że ta firma będzie teraz warta o tyle miliardów mniej lub więcej. I to nie ma nic wspólnego z rzeczywistością”, ocenił i trudno nie przyznać mu racji. Rola giełdy jako miejsca pozyskiwania kapitału zeszła na dalszy plan w obliczu ogromnych obrotów, które generują transakcje oparte na dźwigni finansowej. Transakcje giełdowe, zwłaszcza na taj zwanych instrumentach pochodnych, są rodzajem gigantycznych, zazwyczaj bardzo krótkoterminowych zakładów, a nie – narzędziem ustalania wartości przedsiębiorstw. O tym, ile jest w tych spekulacjach z kasyna, świadczą gigantyczne kryzysy finansowe, z których ostatni, na skalę światową, mieliśmy w 2008 roku.

Z drugiej strony jest trochę naiwnej dobrotliwości w dostrzeganiu także biznesmenów hojnych i dobrotliwych, jak Henrik Vagner, świadomy swojej roli w relacjach między pracą a kapitałem. „Nie musisz mi dawać wiary, ale próbowałem być uczciwym człowiekiem, nawet jako kapitalista i przemysłowiec”, powiedział ten emerytowany lider gigantycznej korporacji już w pierwszej rozmowie z Blomkvistem. Tego rodzaju samoświadomość należy chyba jednak do rzadkości. Wszak posiadacze gigantycznych fortun są raczej skłonni uznawać się za „sól ziemi”, bo przecież „dają pracę”, płacą podatki i przyczyniają się do wzrostu gospodarczego.

Nieoczekiwanych, ożywczych cytatów z powieści można by wypisać więcej. Tutaj przytoczę tylko jeden, dobrze oddający stosunek Larssona do sekretnych operacji finansowych: „Wennerstróm zajmował się oszustwami na tak wielką skalę, że przestawały być bezprawne i zyskiwały miano interesów”.

„Mężczyźni...” zawierają jednak nie tylko krytykę kapitalizmu, także w jego aspekcie pozaekonomicznym, i pochwałę dziennikarstwa śledczego, lecz również deklarację przyznania równych praw kobietom i mężczyznom. Swoboda obyczajowa, z jakiej w nieskrępowany sposób korzystają bohaterki i bohaterowie ma jednak i swoją ciemną stronę. Poliamoryczne związki Mikaela wprawdzie oparte są na otwartości i lojalności, jednak o tym, jak łatwo może dojść do rozczarowania przekonujemy się, gdy Lisbeth, próbując utrzymać związek z mężczyzną na dłużej, zdaje sobie sprawę, że ten wciąż jest zaangażowany w inną, długotrwałą relację. Choć nie ma mowy o oszustwie czy zdradzie, możemy domyślać się zranionych uczuć. Nieco psychopatyczna hackerka łatwo dostosowuje się do realiów, jednak w pozapowieściowym życiu taka adaptacja nie jest oczywista.

Dla polskiej czytelniczki dodatkowym smaczkiem jest w książce umiejscowienie jednego z pobocznych wydarzeń w pewnym polskim mieście, bynajmniej nie w Warszawie ani Krakowie, lecz w robotniczych klimatach kojarzących się z arcydziełem Władysława Reymonta i jego wybitną adaptacją filmową w reżyserii Andrzeja Wajdy. Ale to tylko taki mało istotny dla fabuły akcent, ukłon w stronę zaniedbanego robotniczego centrum

Wątek obyczajowy w powieści Larssona przeplata się z kryminalnym. Moim zdaniem pierwsza jej część, ta poświęcona zakreśleniu szerokiego tła społecznego i zawodowego, jest nawet ciekawsza od tej, w której zagadka, podwójna zresztą, dotycząca przestępstw, zostaje rozwiązana. Samo doprowadzenie fabuły do czegoś w rodzaju happy endu, gdzie winni zostali ukarani, a zwycięscy nagrodzeni, wydaje się zbyt łatwe, niemal bajkowe. Oczywiście czytelnik zasługuje na coś przyjemnego, po długich mrocznych i pełnych napięcia miesiącach toczenia się akcji, jednak takie słodkości obniżają nieco rangę powieści.

Także spojrzenie na szczodrość kapitalistów i na to, że gotowi byli, nawet ci dobrzy, zapłacić olbrzymie pieniądze za bliżej nieokreślone zadanie, nawet jeśli nie doprowadzi do rozwiązania zagadki, wydaje się naiwne. Jednak Mikael nie tylko w sprawach finansowych i zawodowych ma mnóstwo szczęścia. Obserwujemy, jak w ciągu roku trzy kobiety, w tym dwie nowe, są głęboko zaangażowane w związek z nim. Żadna z bohaterek nie ma takiego powodzenia w miłości, a więc w jakimś sensie feministyczny postulat symetrii w sferze osobistej nie zostaje zrealizowany. Z poliamorii korzysta główny bohater, a bohaterki, wszystkie trzy, doświadczają niepokoju i rozterek. Perspektywa pisarza-mężczyzny, być może tworzącego w postaci Mikeala, jakieś swoje alter ego, przeważa więc nad polityczną poprawnością.

Na zakończenie należy podkreślić, że pierwszej części trylogii Larssona słucha się z prawdziwą przyjemnością nie tylko za sprawą kunsztu lektora, lecz i dzięki znakomitemu warsztatowi pisarskiemu. Doświadczenie dziennikarskie bywa nieocenione w opowiadaniu historii w sposób rzeczowy i precyzyjny. Przykłady Gabriela Garcii Marqueza czy Ernesta Hemingwaya pokazują, jak bardzo różne mogą być te realizacje pisarskiego potencjału. Stieg Larsson stworzył mroczny kryminał z urokliwym tłem obyczajowym, który można także odczytywać jako moralitet na powoli chylący się ku upadkowi system społeczno-polityczny.



Stieg Larsson: „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”. Przeł. Beata Walczak-Larsson. Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2008, ss. 634.
Trwa ładowanie komentarzy...