Państwo terroru w służbie bezpieczeństwa publicznego?

Ustawa antyterrorystyczna zapowiadana przez rząd wbrew nazwie budzi przerażenie (ang. terror). Służby będą mogły prowadzić przeszukania i dokonywać zatrzymań przez całą dobę, nawet na okres dwóch tygodni osób, które uznają za „zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego”. W praktyce aresztowany będzie mógł zostać każdy obywatel, który czymś narazi się władzy. Poza tym Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego będzie mogła odwoływać i zamykać imprezy masowe takie jak koncerty czy zjazdy. Centrum Antyterrorystyczne składające się z przedstawicieli Policji, Straży Granicznej, Biura Ochrony Rządu, Agencji Wywiadu, Służby Wywiadu Wojskowego, Służby Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służby Celnej będzie miało dostęp do „wszystkich istotnych baz danych w drodze teletransmisji”. Oznacza to możliwość nieograniczonej inwigilacji bez zgody sądów. A wszystko to pod pretekstem ochrony przed terroryzmem.

Czy zagrożenie terroryzmem w Polsce jest realne? Jeżeli opierać się na dotychczasowych liczbach ofiar, to znacznie mniej realne niż zagrożenia ze strony ruchu drogowego lub chorób nieleczonych prawidłowo z powodu braku środków. Zero ofiar terroryzmu po jednej stronie, zaś tysiące ofiar wypadków samochodowych i dziesiątki tysięcy przedwczesnych zgonów tych, których nie stać było na wykupienie recepty lub dla których termin wizyty u specjalisty okazał się zbyt odległy.




Co z tego wynika dla polityki państwa? Nadzwyczajne środki bezpieczeństwa w domyśle mają zostać przedsięwzięte dla ochrony życia i zdrowia ludzi. Nikt tego nie mówi wprost, ale o to chyba w tym wszystkim chodzi. Jeżeli zatem to życie ludzi ma być chronione, to logika nakazywałaby raczej zainwestowanie większych kwot w walkę z patologiami, które stanowią realnie zagrożenie. Oczywiste działania, które natychmiast dałyby wzrost bezpieczeństwa to rozwój transportu publicznego i zwiększeni nakładów na publiczną służbę zdrowia. Wszak bezpieczniejsze formy przemieszczania się, koleją lub komunikacją miejską, oznaczają mniej ofiar. Podobnie z korzyścią dla bezpieczeństwa publicznego byłoby przeznaczenie na służbę zdrowia choćby takiej części PKB, jak robią to porównywalne z Polską kraje. Lepiej funkcjonująca służba zdrowia oznacza bowiem skuteczniejsze leczenie, mniej cierpienia i dłuższe życie.

Krótko mówiąc, zamiast nadzwyczajnych środków, inwigilacji i terroru państwowego postulowałbym zainwestowanie w środki zwyczajne, jakimi jest dofinansowanie transportu publicznego i służby zdrowia. Nierealne? Oczywiście, że nierealne. Obecnym władzom chodzi przecież o kontrolę nad życiem Polek i Polaków, a nie o ochronę ich życia. Gdy głównym celem jest sprawowanie rządów jak najdłużej i w nieograniczony sposób, dobro obywatelek i obywateli staje się czymś zbyt abstrakcyjnym, aby przejmować się takimi drobiazgami, jak wypadki czy śmiertelne choroby.

O dobro to władze zapewne zadbają korzystając ze sprawdzonych wzorców. Najpierw – pod pretekstem usuwania zagrożenia – rozprawią się z opozycją i z niewygodnymi krytykami. Nie szkodzi przy tym, że terrorystów ani nawet uchodźców w Polsce nie ma. Znajdą się, gdy zajdzie taka potrzeba i zrobią coś, co posłuszne władzy media chętnie nagłośnią. A potem, gdy rządzący poczują się silni, przyjdzie czas na działania ofensywne. Może jakaś niewielka wojna prewencyjna lub choćby wysłanie wojsk poza granicę, aby broniły naszego bezpieczeństwa w lokalnym konflikcie między Dobrymi i Złymi? To dopiero będzie jakościowa zmiana w poziomie naszego bezpieczeństwa!
Trwa ładowanie komentarzy...